Wiara jest zaufaniem temu, co do czego mam powód wierzyć, że jest prawdziwe. (J.P. Moreland)

Wiara religijna i zabobon są czymś całkowicie różnym. Drugie wypływa z lęku
i jest rodzajem fałszywej nauki. Pierwsze jest ufnością. (L. Wittgenstein)

W sytuacji niepewności poznawczej, w jakiej znajduje się człowiek odnośnie istnienia Boga, bardziej racjonalnym jest
- w świetle posiadanych racji za i przeciw - a także bardziej owocnym społecznie i egzystencjalnie (dla ludzkich zbiorowości,
jak i dla wzrostu moralno-duchowego jednostki) opowiedzieć się za Jego istnieniem i podjąć ryzyko wiary.
Wielkie, wiarygodne i ważkie aksjologicznie idee wymagają bardzo silnych racji, aby mogły zostać odrzucone.
Ateizm nie posiada silnych i spójnych racji podważających teizm (wiarę w osobowego Boga), jest też jednym z najsłabiej filozoficznie
uzasadnionych światopoglądów, tym samym opowiedzenie się za teizmem jawi się jako akt bardziej spójny intelektualnie
i właściwszy moralnie.
(przekonanie własne)

czwartek, 22 czerwca 2023

Praktyki religijne za młodu czynią szczęśliwszym w późniejszym życiu, umacniają charakter, chronią przed miękkimi narkotykami oraz opóźniają inicjację seksualną i zmniejszają liczbę partnerów w życiu

 

Badanie opublikowane w American Journal of Epidemiology (2018) - Powiązania wychowania religijnego z późniejszym zdrowiem i dobrym samopoczuciem, od okresu dojrzewania do wczesnej dorosłości.

W niniejszym badaniu zbadaliśmy prospektywnie związki zaangażowania religijnego w okresie dojrzewania (w tym uczestnictwo w nabożeństwach religijnych i modlitwę lub medytację) z szerokim zakresem dobrostanu psychicznego, zdrowia psychicznego, zachowań zdrowotnych, zdrowia fizycznego i wyników siły charakteru w młodym wieku dorosłym. (...) Wielkość próby wahała się od 5 681 do 7 458, w zależności od wyniku; Średni wiek wyjściowy wynosił 14,74 lat, a obserwacja wynosiła 8-14 lat (od 1999 do 2007, 2010 lub 2013). (...) W porównaniu z brakiem obecności w kościele, co najmniej cotygodniowe uczestnictwo w nabożeństwach religijnych wiązało się z większą satysfakcją z życia i pozytywnym afektem (emocje, nastrój, doznania), wieloma mocnymi stronami charakteru, niższym prawdopodobieństwem używania marihuany i wczesnej inicjacji seksualnej oraz mniejszą liczbą partnerów seksualnych w życiu. Analizy modlitwy lub medytacji przyniosły podobne wyniki.
Chociaż decyzje dotyczące religii nie są kształtowane głównie przez zdrowie, zachęcanie do uczestnictwa w nabożeństwach i prywatnych praktyk u nastolatków, którzy już mają przekonania religijne, może być znaczącymi drogami rozwoju i wsparcia, prawdopodobnie prowadzącymi do lepszego zdrowia i dobrego samopoczucia.

wtorek, 20 czerwca 2023

Ludzie religijni bardziej zadowoleni z życia i szczęśliwsi

 


Analiza ponad 676 000 wywiadów Gallup-Healthways Well-Being Index przeprowadzonych w 2011 i 2010 roku wykazała, że Amerykanie, którzy są najbardziej religijni, mają najwyższy poziom dobrostanu psychicznego.


Badanie Instytutu Gallupa z roku 2012: Religijni Amerykanie cieszą się wyższym dobrostanem

Na dobrostan psychiczny składają się takie czynniki jak:

środa, 14 czerwca 2023

Praktyki religijne wydłużają życie, zmniejszają prawdopodobieństwo rozwodów oraz samobójstw


 


Artykuł Uczestnictwo w nabożeństwach, małżeństwo i zdrowie (2016)

Autorem artykułu oraz dużej części omawianych w nim badań jest Dr Tyler J. VanderWeele, profesor epidemiologii na Wydziałach Epidemiologii i Biostatystyki w Harvard School of Public Health oraz wykładowca Institute of Quantitative Social Science na Uniwersytecie Harvarda.

W skrócie:

Uczestnictwo w nabożeństwach łączy się z wieloma lepszymi wynikami zdrowotnymi, w tym

- dłuższym życiem
- mniejszą częstotliwością występowania depresji
- mniejszą liczbą samobójstw (wśród pielęgniarek uczęszczanie na nabożeństwa co najmniej raz w tygodniu lub częściej zmniejsza wskaźnik samobójstw o 80%)
- z większą stabilnością małżeńską, a dokładniej z mniejszym prawdopodobieństwem rozwodu

Osoby, które uczestniczą w nabożeństwach są o około 30-50% mniej narażeni na rozwód niż ci, którzy tego nie robią.


Autor, zastanawiając się dlaczego uczestnictwo w nabożeństwach może chronić przed prawdopodobieństwem rozwodu, podaje możliwe powody:

1. Nauki religijne często wskazują, że małżeństwo jest czymś świętym - że podczas wymiany przyrzeczeń małżeńskich powstaje ważna więź. Uczestnictwo w nabożeństwach wzmacnia to przesłanie.

2. Nauki religijne również zniechęcają do rozwodów lub je potępiają w różnym stopniu w różnych tradycjach religijnych, co może prowadzić do niższych wskaźników rozwodów; co więcej, tradycje religijne często zawierają silne nauki przeciwko cudzołóstwu, które jest jednym z najsilniejszych czynników prognostycznych rozwodu.

3. Nauki religijne często kładą duży nacisk na miłość i stawianie potrzeb innych ponad własne. Może to również poprawić jakość życia małżeńskiego i zmniejszyć prawdopodobieństwo rozwodu.

4. Instytucje religijne często zapewniają różnego rodzaju wsparcie rodzin, w tym miejsca, w których rodziny mogą się poznać i budować relacje, programy dla dzieci, poradnictwo małżeńskie i przedmałżeńskie, rekolekcje i warsztaty poświęcone budowaniu dobrego małżeństwa.
Wspólnoty religijne mogą zapewnić ważne zasoby dla zdrowego małżeństwa.

5. Wreszcie, inne badania wskazują, że uczestnictwo w nabożeństwach religijnych wiąże się z szeregiem innych pozytywnych wyników. Na przykład nasze badania na Harvardzie wskazują, że regularne uczestnictwo w nabożeństwach religijnych wiąże się z niższym ryzykiem zgonu w ciągu 16-letniej obserwacji, a także mniejszą częstotliwością występowania depresji. Dodatkowe badania pokazują, że uczestnictwo w nabożeństwach religijnych wiąże się z większym poziomem sensu życia i większym poziomem szczęścia. Te rzeczy są na ogół związane z większą satysfakcją małżeńską i mniejszym prawdopodobieństwem rozwodu. Tak więc uczestnictwo w nabożeństwach religijnych, poprawiając inne aspekty życia, może również pośrednio wspierać małżeństwo.

Jak dodaje

(...) Inne badania sugerują, że wspólne rodzinne zajęcia religijne i wspólna modlitwa są również związane z większą satysfakcją ze związku i większym poziomem zaufania.

źródła: pierwsze; drugie; trzecie; czwarte; piąte; szóste; siódme; ósme; dziewiąte

wtorek, 13 czerwca 2023

Wiara jednym z najskuteczniejszych czynników pomagających w wychodzeniu z uzależnień


Artykuł opublikowany w Journal of Religion and Health (2019) - Wiara, zachowanie i przynależność: jak wiara jest niezbędna w zapobieganiu i wychodzeniu z uzależnień oraz artykuł, w którym autorzy omawiają wyniki badań.

W skrócie:

Wśród 10 najbardziej inteligentnych ludzi na świecie co najmniej 8 wierzy w Boga

Ludzie wierzący stale przekonywani są przez ateistów, że aby posiadać przekonania religijne trzeba być, jeśli nie wprost idiotą, to przynajmniej kimś, kogo intelekt nie jest w pełni sprawny (co wymusza tezę, że teiści są niepełnosprawni intelektualnie). Wbrew temu okazuje się, że wśród 10 osób z najwyższym stwierdzonym w profesjonalnych testach IQ na świecie co najmniej 8 z nich wierzy w Boga, zaś 6 to chrześcijanie (autor pierwotnego artykułu nie zdołał zweryfikować, czy autochrześcijańskie deklaracje dostępne w sieci pochodzą od omawianego K. Ferrella, czy od osoby o tym samym nazwisku, pozostałe 8 osób zostało zweryfikowanych jako nie-ateiści i chrześcijanie).

1. Andrew Magdy Kamal – najwyższe zarejestrowane IQ w historii, na poziomie 231,734, stwierdzone przed ukończeniem 17 roku życia (chrześcijanin koptyjski, zaangażowany w ewangelizację);
2. Christopher Hirata – IQ 225 (obliczone, gdy był nastolatkiem);
3. Abdessellam Jelloul – najwyższe IQ kiedykolwiek zarejestrowane dla dorosłego – 198;
4. Christopher Michael Langan – IQ 195;
5. Evangelos Katsioulis – IQ 198;
6. Rick Rosner – IQ 192;
7. Mislav Predavec – IQ 192;
8. Garii Kasparow – IQ 190;
9. Kenneth Ferrell – IQ 190;

źródło

źródło 2

wtorek, 9 maja 2023

Ewolucyjny argument przeciw naturalizmowi/ateizmowi

 



Jeli moje procesy umysłowe są całkowicie zdeterminowane przez ruchy atomów w moim mózgu, to nie mam żadnej racji do przypuszczeń, iż moje sądy są prawdziwe, [...] a zatem także do przypuszczeń, iż mój mózg składa się z atomów.
J. B. S. Haldane


Naturalizm to przekonanie, że nie istnieją żadne istoty ponadnaturalne – nie istnieje np. Bóg ani nic w rodzaju Boga, ani żadne inne byty ponadnaturalne. Zdaniem naturalisty nie istnieje więc nic, co nie dałoby się wyjaśnić przez współczesne nauki przyrodnicze. 

W tym sensie naturalizm jest praktycznie tożsamy z ateizmem: zdecydowana większość ateistów jest naturalistami - wyjaśniają świat i wszelką rzeczywistość poprzez procesy fizyczne/chemiczne zachodzące w przyrodzie i w mózgu.

Naturaliści opierają swoje założenia przede wszystkim w oparciu o ewolucyjny obraz świata i człowieka. Teoria ewolucji służy im za podstawę tezy o tym, że a) wszystko, co ma miejsce w świecie da się wyjaśnić poprzez procesy w nim zachodzące b) to wyjaśnienie jest rzetelniejsze, bardziej racjonalne i bardziej naukowe niż np. teistyczne, odwołujące się do tego, co wykracza poza świat fizyczny/materialny. 

Problem w tym, że ta sama teoria ewolucji daje podstawy, aby za prawdziwy uznać wniosek całkiem przeciwny do naturalistycznego.

Argument, którego autorem jest Alvin Plantinga brzmi w skrócie tak:

- system poznawczy człowieka powstał na drodze procesów ewolucyjnych
- celem
tych procesów jest przetrwanie człowieka, a nie prawdziwość jego przekonań
- jeśli mózg nie został ukształtowany tak, aby w pierwszej kolejności rozpoznawać prawdę, tylko aby przetrwać, to nie ma podstaw sądzić, że nasze przekonania o świecie -
w tym również jego naturalistyczne wyjaśnienia - są prawdziwe i adekwatnie odzwierciedlają rzeczywistość


Tym samym naturalista, który twierdzi, że poznanie odwołujące się wyłącznie do natury i ewolucji lepiej wyjaśnia rzeczywistość, zaprzecza sobie, ponieważ samo to twierdzenie w świetle przyjętych przez niego założeń jest wątpliwe i niewiarygodne, a przez to nieuzasadnione.
Przyjmując tylko wyjaśnienia naturalistyczne, nie ma podstaw do uznania, że nasz mózg dociera do prawdy o świecie i właściwie ją rozpoznaje, ponieważ rządzą nim mechanizmy mające za cel przetrwanie, a nie adekwatne i neutralne odczytywanie natury (naturalna selekcja może modyfikować struktury wytwarzające przekonania w kierunku większej sprawności lub adaptywności, kosztem prawdziwości). Sąd o świecie naturalisty może być więc efektem mechanizmów dążących do przetrwania i niezainteresowanych prawdą (a nie efektem sprawnego i neutralnego działania mózgu, którego priorytetem - jak mu się wydaje - jest dążenie do prawdy), wprowadzając go w błąd (o czym nie musi on wiedzieć).

Ale jeśli tak, to czy teista (wierzący) nie jest w tak samo trudnej sytuacji? Przecież jego mózgiem kierują te same mechanizmy, jego przekonania więc mogą być również błędne i nieprawdziwe.

I właśnie o to w tym argumencie chodzi: teista ma dużo lepsze uzasadnienie dla twierdzenia, że nasze przekonania są racjonalne, rzetelne i oparte na prawdzie. Dlaczego? Ponieważ teista nie przyjmuje założenia, że nasze mózgi zostały ukształtowane w ślepym i niekierowanym procesie ewolucji, jak twierdzi (i nie może inaczej) naturalista.

Teizm twierdzi, że Bóg stwarzając ludzi i chcąc wejść z nimi później w kontakt, wyposażył ich we władze, które pozwolą im docierać do prawdy o świecie (w tym także do prawdy o Nim), a także pozwolą rozpoznać Jego wolę i 'mowę' (czyli objawienie, które im przekaże, np. przez proroków, pisma święte czy przyjście Chrystusa). Byłoby nieracjonalne, żeby Bóg stwarzając ludzi nie wyposażył ich w takie władze i nie zabezpieczył ich przed podatnością na elementarne i poważne błędy poznawcze (nie licząc stanów chorobowych). Jak pisze autorka omawiająca argument Plantingi

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Bóg dając człowiekowi przekonania na Jego temat wyposażył go w sposób zdobywania tych przekonań. Dlatego Plantinga uważa, że procesy poznawcze produkujące przekonania chrześcijańskie zasługują na wiarygodność. (1)
Teista może więc w racjonalny i uzasadniony sposób twierdzić, że jego władze poznawcze docierają do prawdy o świecie, ponieważ w tym celu zostały stworzone i jest Ktoś, kto ten proces kontroluje (nie pozwalając np. aby mechanizmy dążące do przetrwania zaburzyły w sposób znaczący docieranie do prawdy). Naturalista na swoją obronę nie ma nic, poza stwierdzeniem, że najprawdopodobniej ludzie właściwie rozpoznają rzeczywistość, skoro udało im się jako gatunkowi przetrwać, a do tego stworzyć naukę i technikę. Tyle, że do pozytywnych efektów mogą prowadzić także błędne przekonania i ich przykłady podaje Plantinga. Istnieje więc szansa, że efekty te są przypadkowe, a nie, że są skutkami koniecznego rozpoznawania prawdy przez ludzkie władze poznawcze. Tym samym naturalista, a więc i ateista, nie może być pewny, że jego przekonania (nawet jeśli w jakimś obszarze są prawdziwe lub 'działają') są prawdziwe w każdym obszarze i zawsze są racjonalne z racji niezawodnie działających i ukierunkowanych na prawdę ludzkich mózgów (ewolucja nie jest zainteresowana racjonalnością i prawdziwością, tylko skutecznością i przetrwaniem). Jego wizja świata nie daje ku temu podstaw. Teista jest w lepszym położeniu, ponieważ może zasadnie wierzyć, że jego władze poznawcze są kompatybilne ze strukturą świata i dzięki temu może on tę strukturę właściwie odczytywać oraz docierać poznawczo do prawdy.

Tym samym naturalizm (a także ateizm) jawi się jako epistemicznie (poznawczo) mniej wiarygodny, mniej racjonalny i gorzej uzasadniony niż teizm.

(1) Anna Głąb, Alvina Plantingi ewolucyjny argument przeciwko naturalizmowi, Roczniki Filozoficzne 54 No 1 (2006).

Czy wiara ułatwia życie?


Wiara zakłada człowiekowi różowe okulary, niesie pocieszenie i sprawia, że żyje się łatwiej.

Prawdopodobnie większość ludzi wierzących choć raz w swoim życiu usłyszało podobną opinię. Łączy się ją z tym, że religię utożsamia się z pozbawionym odpowiedzialności i krytycyzmu fantazjowaniem oraz myśleniem życzeniowym, a jeśli człowiek czegoś sam sobie życzy, to przecież raczej nie tego, co utrudni mu życie. Samo sugerowanie, nieustanne przecież w ateistycznej polemice z religią, że wierzenia religijne to nieuzasadnione i niegodne rozumu ludzkiego baśnie oraz rojenia nieodpowiedzialnych umysłów, zakłada, że ich wytworzenie nie kosztuje wiele, i tym samym, że są łatwe, uzyskane tanim kosztem i że taką rolę mają też spełniać - mają koić tchórzliwe i zalęknione umysły wierzących przed konfrontacją z brutalną i kończącą się nieprzyjemnie rzeczywistością. Innymi słowy, mają ułatwiać życie i czynić je znośnym, a być może nawet przyjemnym (będąc wierzącym ma się większe szanse na pisanie romantycznych wierszy).

piątek, 28 kwietnia 2023

Czy Pismo Święte było fałszowane i zmieniane na potrzeby wiary?


Żaden telewizyjny kaznodzieja nigdy nie czytał Biblii. Ani żaden ewangeliczny polityk. Ani papież. Ani ja. Ani ty. W najlepszym wypadku czytaliśmy kiepskie tłumaczenia - tłumaczenia tłumaczeń tłumaczeń ręcznie wykonanych kopii kopii kopii kopii i tak dalej, setki razy.
(
Kurt Eichenwald, Newsweek, 23 grudnia 2014)


Co jakiś czas można usłyszeć od osoby nie będącej chrześcijaninem zarzut brzmiący mniej więcej tak:

Biblia przez wieki była fałszowana, zmieniana i tłumaczona tak, aby potwierdzała nauki poszczególnych Kościołów, zwłaszcza katolickiego, a nawet aby sprzyjała władcom, którzy dodatkowo ingerowali na przykład w ustalanie jej kanonu (zapewnia nas o tym Dan Brown w swoim Kodzie i inni znawcy tematu o podobnych kompetencjach). Nie ma więc w niej niczego wiarygodnego, rzetelnego i historycznego, a jej dzisiejszy tekst jest przekłamany i odbiega daleko od oryginału.


Czy oskarżenia te są choć w części prawdziwe? Czy Kościoły chrześcijańskie zmieniały tekst ksiąg Starego i Nowego Testamentu tak, aby ich treść potwierdzała głoszone przez nie nauki? Lub czy indywidualnie kopiści (przepisywacze ksiąg, od starożytności do zaawansowanego średniowiecza) dowolnie lub na polecenie władz kościelnych zmieniali tekst Pisma Św. i tak zmanipulowany wchodził on do użytku w liturgii lub szedł w świat?

Sprawa nie jest błaha, bo jeśli byłoby to prawdą, zmieniałoby to bardzo wiele. Chrześcijaństwo nie miałoby powodów być traktowane jako wiarygodne, nie znalibyśmy prawdziwych nauk Jezusa i Apostołów, a religia jawiłaby się, jak chcą tego ateiści, jako forma zinstytucjonalizowanego i usystematyzowanego prania mózgu, przez które Kościoły, manipulując prawdą, historią i wiernymi, dążyłyby do uzyskiwania jakichś poślednich interesów. Byłby to rodzaj katastrofy.

Sprawdźmy więc jak była przekazywana treść Pisma Św. i czy dziś, na skutek celowo niewłaściwego kopiowania jego tekstu, roi się on od błędów i nie przypomina swojej pierwotnej wersji.

sobota, 8 kwietnia 2023

Proces Chrystusa - jego rewizja w XX wieku (częściowe uniewinnienie)

Usłyszałem kiedyś od wojującego ateisty, że Jezus słusznie został skazany i pozbawiony życia, ponieważ był buntownikiem i łamał ówczesne prawo, które za przypisywane Jemu czyny przewidywały właśnie taką karę, legalnie i w świetle cywilizowanego prawa stworzonego przez Rzymian wymierzaną. Łamał również prawo żydowskie, co odzwierciedla proces i decyzja podjęta przez Sanhedryn, najwyższą religijną i sądowniczą władzę w starożytnej Judei.

Autor tej opinii oczywiście nie przemyślał własnych słów i prawdopodobnie nie był szczery (tzn. sam nie wierzył w prawdziwość wygłaszanego przez siebie twierdzenia), zważywszy na to, że w krajach arabskich dziś wymierzana jest legalnie, w świetle obowiązującego prawa, kara śmierci za ateizm (oraz np. homoseksualizm) i że ten pozornie rozsądnie brzmiący argument można zastosować również do ateistów-przestępców i obrócić przeciwko niemu. Nie wspominając oczywiście o tym, że jeszcze nie tak dawno w niektórych krajach nielegalną i łamiącą prawo była ucieczka niewolnika od swojego pana, a jeszcze dziś są kraje, w których nielegalnym jest posiadanie drugiego dziecka, o ile nie złoży się podania do władz państwowych o zgodę na jego poczęcie.
Ale przecież każdy argument, nawet niespójny i prowizoryczny, wart jest tego, aby posłużyć się nim jeśli można obić głowy teistom i ukazać religię jako zbiór irracjonalnych, nieuzasadnionych przekonań. Tyle, że taka polemika niczemu nie służy i jest wyłącznie stratą czasu oraz poszturchiwaniem ludzi wierzących, których przekonań, a także prawa do nich, nie potrafi się uszanować.

Poniżej przytaczam opinię trzech autorów, w tym dwóch prawników, w sprawie legalności i sprawiedliwości procesu Jezusa przeprowadzonego przed obiema instancjami (Piłatem i Sanhedrynem), a także w sprawie rewizji tego procesu - ponownego rozpatrzenia/osądzenia, już w prawidłowych warunkach - która wstępnie (bo jednak sprawa nie doczekała się zakończenia we włoskich sądach) odbyła się w XX wieku, o czym chyba niewiele osób wie. Każdy fragment jest podlinkowany do źródła, z którego korzystałem.